poniedziałek, 22 czerwca 2009

Ko ko ko! czyli konkurs

A kto dzwonił do zmysłowej Alicji, kto na miejskie podwórko limuzyną wjechał, Snowmana do gry angażował, Ambrożego ambrozją upajał, a w Poznań surrealizm wtłaczał?
W tej edycji Malty kuszą miastem marzeń rodem z ulotki orbis travel. Lubię Poznań nocą, zwłaszcza, jeśli działa w tej czasoprzestrzeni wyobraźnia grupy Usta Usta, bo o niej tu się pisze.
I pisze się jeszcze o K O N K U R S I E !!! Kto chce zobaczyć ich najnowsze dzieło pt. "Aleksandria"? (czyli miasto marzeń last minute) Jak ktoś chce, to ja dla tego kogoś mam jeden podwójny bilet na 24 czerwca, godz. 22:00. Ale ale, żeby nie było tak prosto - trzeba wykonać zadanie: uwaga - skupienie - wymień 3 spektakle Teatru Usta Usta, w których używano samochodów. Odpowiedź poprawna, a dodatkowo pierwsza, zostanie nagrodzona, po uprzednim wysłaniu jej drogą mailową na mój adres: ewa.jelen@yahoo.com.
Czekam. Niecierpliwie. Jak na wakacje.

mała wskazówka: czyli strona Teatru Usta Usta:



sobota, 20 czerwca 2009

Karnavires - czyli będzie się działo na ulicy

Ta francuska grupa działająca od roku 1985 bierze w swe objęcia przestrzenie miejskie (ulice przede wszystkim) i wyczarowuje na nich karnawał rodem ze średniowiecza. Inspiracje czerpie z konwencji teatralnych, liryzmu opery i muzycznego ruchu symfonii. Jej członkowie na sale prób zaadaptowali nieczynną kopalnię (zmieścili w niej nawet stołówkę), a do Poznania przyjadą z Nuit de Lumiere, której przyświeca (chciałoby się rzec - dosłownie) hasło:
"I nagle miasto stanęło w płomieniach". Niezwykła gra ze światłem, ogniem, urozmaicona pokazami akrobatycznymi i dużą dawką kabaretowych klimatów. Romans muzyki i pirotechniki. Parada, czyli święto ulicy.

Strona główna zespołu




A to przedsmak poznańskiej wersji parady światła



Karnavires w akcji będzie można zobaczyć 23 i 24 czerwca na ulicach Paderewskiego i Al. Marcinkowskiego, start godz. 22.30.

czwartek, 18 czerwca 2009

Zacznijmy od priorytetów - czyli Pippo Delbono

Poloneza czas zacząć, czyli abrakadabra – wyczarowuję pierwszy wpis. Na samym początku festiwalowej gorączki maltańskiej chciałabym wspomnieć o moim „numerze 1” – Pippo Delbono. Poznałam go dzięki zeszłorocznej Malcie (tak więc jest to dosyć młoda miłość – ale za to wierna) i pewnie gdyby nie Malta, nic bym nie wiedziała o tym włoskim magiku teatru.


Krótkie bio: Delbono urodził się 1 czerwca 1959 roku we włoskiej prowincji Savona, gdzie uczestniczył w warsztatach teatralnych, jednak nigdy nie udało mu się dostać do Scuola di Teatro Stabile di Genova (przypomina mi się opowieść o Żeromskim, który nie zdał matury). Od 17. roku życia podróżował (chyba łatwo się domyślić, że nie chodzi tu o podróże biznes klasą), odwiedził Maroko i Wielką Brytanię. W wieku lat 28. wyreżyserował pierwszy spektakl: Czas zabójców (Il tempo dei assasini) – dzieło silnie naznaczone przez osobiste doświadczenia Delbono (śmierć jego wieloletniego partnera). Sama Pina Bausch (choreografka, nurt raczej pesymistyczny, neoekspresjonistyczny w tańcu – ale od razu zaznaczam, że na tańcu zbytnio się nie znam) po obejrzeniu tego przedstawienia zaprosiła Delbono do współpracy.

Co mnie w nim tak urzekło? Być może miała tu wiele do powiedzenia moja słabość do Felliniego (niektórzy porównują go z Delbono). Obrazy obydwóch reżyserów wynikają z fascynacji życiem w jego najprostszych przejawach, pokazują, że ludzie kompletni, samowystarczalni – nie istnieją. Nie brakuje w nich inspiracji cyrkiem, błazenadą, światem na opak. Spektakle Pippo pozbawione są linearnej narracji, prezentują raczej różne historie obrazami lub- jeśli trzymać się cyrkowej metafory – numerami. Sam zachowuje się troszkę jak dyrektor cyrkowej trupy – wchodzi na scenę w trakcie trwania spektaklu, przygląda się swoim aktorom, sam też gra. Surrealizm, romantyzm, poezja. Pojęcia niby górnolotne, ale sam Delbono w jednym z wywiadów podkreślił: „Moje przedstawienia odwołują się do uczuć prostych, fundamentalnych, posługują się infantylnymi obrazami. Jeżeli ktoś nie posiada umiejętności odnalezienia w sobie dziecka, nie znajdzie ze mną wspólnego języka.” („Didaskalia” nr 73/74 2006)


Co więcej – w trupie Delbono znalazły się osoby, które współczesne społeczeństwo wyklucza ze swoich ram. „Aktorzy życiowi”, jak ich nazywa ten włoski reżyser, to Bobo (opóźniony w rozwoju, głuchoniemy mężczyzna, który spędził w zamknięciu 45 lat), Nelson (bezdomny włóczęga), Fadel (emigrant z Sahary),a także niepełnosprawni Armando i Gianluca. I to właśnie oni wnoszą na scenę inną odmianę prawdy, często nieosiągalną dla profesjonalistów (i tu znów powraca duch Felliniego – on także brał aktorów „z ulicy”). Pamiętam Nelsona w Te nieludzkie ciemności (Questo Buio Feroce) – zeszłorocznym, festiwalowym spektaklu – przeraźliwie chudy, szczery, śpiewający My way Sinatry – aż ciarki mi po plecach szły. W teatrze Delbono jest rzeczywiście jakaś magia, prostota – ale taka wynikająca z prawdy. Dlatego czasem razi, prowokuje, jest dla nas niewygodna.

A w tej edycji Festiwalu Malta Delbono pokaże Kłamstwo (La menzogna), którego punktem wyjścia jest wypadek, jaki zdarzył się w turyńskiej fabryce firmy ThyssenKrupp. W pożarze 6 grudnia 2007 roku zginęło 7 hutników, a dyrekcja włoskiego oddziału firmy uważa, że jego przyczyną było roztargnienie pracowników. W spektaklu zetkniemy się z brudem świata ludzi pracy, bezsensem świata bogaczy, a także z wariacją na temat Święta wiosny Strawińskiego – zapowiada się wyśmienicie!

Dla znających język włoski - krótki filmik z fragmentami Kłamstwa i wypowiedzi Pippo:



Spektakl będzie miał miejsce w dniach: 25, 26, 27 czerwca, godz. 20:00, teren MTP (hala nr 2, wejście od ul. Głogowskiej), potrwa ok. 1h30, a bilety kosztują 25 zł.